dNowy typ konsumenta nadchodzi

Z ideą zero waste czyli bezodpadowego życia spotkałam się po raz pierwszy w 2014 roku pracując w grupie SUEZ, a więc niejako przy okazji zainteresowań zawodowych. Ze zdumieniem zapoznałam się z historią Amerykanki Bea Johnson, której rodzina zredukowała liczbę wytwarzanych odpadów do słoika rocznie! Przyznaję, że w tamtym czasie takie „zerowastowe” życie wydało mi się jakąś fantasmagorią. Dziś po niespełna 3 latach obserwuję, jak zerowastowy ruch rozwija się w Polsce. Oto na naszych oczach rodzi się nowy konsument – zerowaster czy jak kto woli „bezodpadowiec”.              

Konsument poza szablonem

O tym, czym dokładnie jest idea zero waste najlepiej dowiedzieć się u źródła czyli na stronie polskiego Stowarzyszenia Zero Waste, które jest bodaj najważniejszą organizacją promującą temat w Polsce, skupiającą też główne postacie tego nurtu. Myliłby się ten, kto pomyślałby, że chodzi tylko o nieprodukowanie śmieci czy brak marnowania. Zero waste to bardzo konkretny styl życia, który wiąże się z konsekwentnym przestrzeganiem kilku zasad: 1. Refuse (odmawiaj) 2. Reduce (redukuj) 3. Reuse (używaj ponownie) 4. Recycle (poddawaj recyklingowi) 5. Rot (kompostuj) 6. Repair (naprawiaj) 7. Rememer (pamiętaj). Słowa klucze to minimalizm i prostota. Rezygnacja z modelu posiadania, na rzecz współdzielenia. Na zakupy chodzisz z własnymi torbami i opakowaniami. Starasz się kupować w opakowaniach zbiorczych i rezygnujesz ze wszystkiego, co jest jednorazowe na rzecz wielorazowości. Jeśli kupujesz odzież to przeważnie z outletów i second handów i raczej dopiero wówczas, kiedy coś się zużyje niż np. ze względu na upodobanie lub modę. Żywność zdecydowanie z bazarów, najlepiej z kooperatyw spożywczych współpracujących z lokalnymi dostawcami. Najlepiej jednak żywność i kosmetyki produkować własnym sumptem. Sprzęty, meble przede wszystkim używane z drugiego obiegu. Jako prezenty przekazujemy doświadczenia i przeżycia, bynajmniej nie gadżety i materię.

Efekty takiego postępowania wypływają daleko poza materię. „Moje życie stało się lepsze, gdy nauczyłam się, jak odmawiać i redukować. Prosty styl życia jest dla mnie kluczowy” – mówi Bea Johnson w wywiadzie Kasi Wągrowskiej, autorki polskiej biblii dla zerowasterów pt. „Życie zero waste”.  I dalej „relacje z tymi, których życie bazowało na obrastaniu w rzeczy materialne, wygasły. Sama pozwoliłam im wygasnąć. Natomiast relacje z tymi, którzy cenią sobie prosty styl życia pielęgnuję i rozkwitły one w piękne przyjaźnie.”

Zerowaster zauważony

Zdecydowanie mamy do czynienia z nowym typem konsumenta – świadomego, wrażliwego, który jest światełkiem w tunelu biegnącym przez pogrążony w konsumpcji i odpadach świat. Wydaje się, że taki konsument powinien znaleźć wiele punktów wspólnych z coraz większą rzeszą firm, które deklarują chęć minimalizowania negatywnego wpływu na środowisko. Pierwsze prawdziwe jaskółki już są. Wiadomoscihandlowe.pl donoszą o nowej inicjatywie belgijskiego Carrefoura mającej na celu zmniejszenie liczby opakowań używanych w handlu. Sieci mają w tym pomóc właśnie klienci, którzy są zachęcani do przynoszenia własnych pojemników i kartonów! do zapakowania takich produktów jak towary sypkie na wagę, ryby czy mięso. Bea Johnson doradza IKEI czy koncernowi General Electrics, jak zminimalizować odpady. Bosko!

Czy ma szansę zostać doceniony?

Mam jednak poważne obawy, czy „zerowaster” ze swoją radykalną postawą na dłuższą metę będzie w kręgu zainteresowania biznesu. Czy interesujący dla biznesu na dłuższą metę  będzie ktoś, kto w konsumpcji wyznaje zasadę – odmawiaj i redukuj? Kto w swojej filozofii zakupowej kieruje się minimalizmem? Kto na odwieczne hamletowskie pytanie odpowiada: chcę być, a nie mieć? Autentyczny zerowaster bowiem to ideowiec, który neguje kulturę konsumpcjonizmu. A to niestety nie zawsze pasuje do świata firm, których efektywność jest mierzona przede wszystkim wzrostem zysków, a więc sprzedaży. Piramida postępowania z odpadami przyjęta przez prawodawstwo (zapobiegaj, używaj powtórnie, poddaj recyklingowi) została w filozofii zero waste została rozbudowana o hasło, które trudno zaakceptować w handlu. Brzmi ono odmawiaj (refuse).

Guru marketingu – Philip Kotler już kilka lat temu w swojej książce „Marketing 3.0” napisał, że czasy traktowania klienta jako pasywnego celu kampanii marketingowych mijają bezpowrotnie. Nadszedł czas klienta wielowymiarowego, który kieruje się coraz częściej systemem wartości i bez uwzględnienia tego faktu marketing będzie nieefektywny, a biznes kiepski. Może więc warto wyjść naprzeciw ideowemu klientowi i potraktować jako partnera, który jednak może wnieść do biznesu nowe idee, które spowodują, że biznes będzie naprawdę bardziej przyjazny środowisku. Wydaje się, że korzyści mogą być obopólne. Uczciwe podejście biznesu może zaprocentować wartościowymi ambasadorami marki. Bea Johnson o współpracy z Ikea wspomina niemal w każdym wywiadzie.

Wszystkim zainteresowanym ideą zero waste szczerze polecam blogi, literaturę i inicjatywy:

  1. zero-waste.pl
  2. ograniczamsie.com
  3. nanowosmieci.pl
  4. mojaekonomia.pl
  5. ekologika.edu.pl
  6. vademecum Zero Waste
  7. zeroheroes.pl
  8. „Życie zero waste” K. Wągrowska, Wydawnictwo Znak
  9. „Pokochaj swój dom”, Bea Johnson, Agora
  10. Targi Zero Waste, Warszawa, listopad

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

  • Ewa Sufin-Jacquemart

    Bardzo ciekawie napisane. Tak to prawda, w tradycyjnej gospodarce produktywistycznej nie ma miejsca na zero waste. Ale myśl o tym jak utrzymać przemysł, miejsca pracy nie rujnując planety ma już wiele lat. Ludzie obserwowali ekosystemy, bo przecież w przyrodzie nie ma odpadów! Cudne, prawda? Pomysłów było wiele, np. „ekologia przemysłowa”, gdzie ideą było skupienie w sąsiedztwie takich przedsiębiorstw, z których odpady jednego byłyby surowcem sąsiada. Jednym słowem każdy ma odpady, ale razem ich nie tworzymy, albo bardzo mało. Było też „credle to credle”, „projektowanie regeneracyjne”, „biomimika”, „blue economy”, rózne pomysły zwracające uwagę albo bardziej na projektowanie z myślą od razu o całym cyklu życia produktu, albo na obserwację i naśladowanie rozwiązań wystepujących w przyrodzie. I tak dotarliśmy do konceptu „circular economy” (po polsku gospodarka obiegu zamknietego GOZ), który stał się nowym celem polityki gospodarczej Unii Europejskiej, nadzieją na ocalenie kapitalistycznej gospodarki wolnorynkowej a jednocześnie ocalenie coraz bardziej zagrożonego życia na Ziemi. Co prawda w GOZ chodzi o znacznie więcej niż gospodarkę odpadami, ale zero waste wpisuje się w GOZ jako jeden z jego przydatnych nurtów.

    • Magdalena Bielak

      Pani Ewo, dziękuję serdecznie za ciekawe uzupełnienie mojego tekstu 🙂 Osobiście pokładam ogromne nadzieje w gospodarce obiegu zamkniętego i cieszę się, że idea jest już przedmiotem dyskusji na poziomie rządowym. To jedyny sensowny kierunek dalszego rozwoju gospodarczego i na pewno poświęcę mu jeden z kolejnych artykułów. A skoro nurt zero waste jest częścią GOZu, to miejmy nadzieję, że i on zacznie przenikać coraz bardziej do ludzkiej świadomości zarówno na poziomie indywidualnym, jak i biznesowym.