dVolkswagen mistrzem greenwashingu

Muszę przyznać, że po wczorajszych rewelacjach podanych w mediach na temat wykorzystywania małp do testowania silników diesla przez Volkswagen, koncern ten na długo będzie dla mnie sztandarowym przykładem porażki greenwashingu*. Jeszcze w 2009 roku VW Jetta Diesel został okrzyknięty Green Car of the Year. W 2015 roku firma została przyłapana na fałszowaniu wyników emisji z silników diesla. Choć były oficjalne przeprosiny i kajanie się szefostwa, z aut Volkswagena wypadają kolejne „zielone trupy”. Firma wykorzystała ekotrend w przerażający sposób, nie tylko decydując się na wprowadzenie w błąd milionów klientów, ale posuwając się nawet do makabrycznych testów na zwierzętach i ludziach.

Zabawa w zielonego berka

Jak doniósł w ubiegłym tygodniu New York Times, jedno z amerykańskich laboratoriów działających na zlecenie organizacji finansowanej przez koncern przeprowadzało testy na małpach, badając wpływ spalin na ich organizmy. Dziesięć zwierząt zamkniętych w ciasnych komorach wdychało spaliny przez osiem godzin, najpierw z Volkswagena Beetle wyposażonego w silnik oparty o „czystą technologię”, a następnie z Forda F-250 z silnikiem zbudowanym w „starej” technologii. Pomysłowi naukowcy w celu uspokojenia zwierząt puszczali im kreskówki. W przerwach małpy były znieczulane, intubowane i badane. Ostatecznym celem eksperymentu było wykazanie, iż najnowsze silniki diesla nie mają negatywnego wpływu na zdrowie i środowisko, a także nie są rakotwórcze. Tymczasem kancerogenne działanie silników diesla potwierdziła Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) w 2012 roku.

Volkswagen zamierzał więc podważyć wyniki uznanej, międzynarodowej instytucji stojącej na straży zdrowia publicznego. Większość mediów wskazuje na to, że w modelu użytym do testu firma posłużyła się oprogramowaniem manipulującym wyniki toksyczności spalin, tym samym, na którym od lat budowano wielkie oszustwo. Z lektury artykułów można dowiedzieć się, że eksperymenty przeprowadzano także na ludziach.  W latach 2012 – 2015 grupa  ochotników brała udział w teście polegającym na wdychaniu dwutlenku azotu (NO2), który powstaje w miejskich korkach.

Co ciekawe, korporacja oficjalnie zamknęła eksperymenty na zwierzętach dopiero w połowie 2017 roku! Nastąpiło to dopiero dwa lata po wybuchu skandalu z fałszywym oprogramowaniem i półtora roku po kampanii reklamowej koncernu, w której zapowiedział, że zrobi wszystko, aby odzyskać zaufanie klientów. Pretekstem do kampanii była 25 rocznica zjednoczenia Niemiec, w której Volkswagen wystąpił jako firma mająca ogromny pozytywny wpływ na niemiecką gospodarkę. Tymczasem jeszcze w połowie 2017 roku wyszło na jaw, że również inne marki koncernu – Porsche i Audi korzystały z „cudownego” oprogramowania.

 Niska szkodliwość czynu i świadomości

W początkowej fazie afery dieselgate akcje koncernu straciły 1/3 wartości. Firma wydała i wydaje miliardy euro na odszkodowania oraz naprawę problemów. Skandal kosztował także stanowisko prezesa firmy. Jednocześnie w styczniu 2017 roku firma podała, że kryzys związany z ujawnieniem fałszywego oprogramowania nie wpłynął na wyniki sprzedaży. Otóż Volkswagen w 2016 roku sprzedał prawie o 4 % więcej aut niż w 2015 roku, a wynik ten predestynował go do najlepszego wśród koncernów motoryzacyjnych. Najwięcej aut ze stajni Volkswagena kupili Chińczycy, ale co ciekawe w Stanach Zjednoczonych, które w sposób bezpośredni były dotknięte aferą, sprzedaż wzrosła o 16%.

Obawiam się, że może to oznaczać jedno – mianowicie klienci uznali, że szkodliwość czynu Volkswagena zarówno dla ludzi jak i środowiska jest niewielka. Auta koncernu charakteryzują się dobrą relacją jakości do ceny i od lat cieszą się ogromną popularnością. Wartość emisji spalin nie jest kryterium wyboru samochodu i dla wielu klientów zapewne jest dość abstrakcyjnym pojęciem. Taka postawa jest szczególnie widoczna w krajach, w których ochrona środowiska i ekologia praktycznie są tylko szczytnymi hasłami. Czy w państwie, w którym powszechną praktyką jest usuwanie filtra cząstek stałych z silnika diesla, może mieć znaczenie fakt, że dany koncern zmieniał wyniki toksyczności spalin? Z podobnym zbagatelizowaniem tematu wśród klientów spotkają się zapewne doniesienia o testach wykonywanych na małpach i ludziach.

Zdaję sobie sprawę z faktu, że Volkswagen swoimi manipulacjami nie zaszkodził środowisku w taki sposób, jak np. koncern BP, kiedy w 2010 roku próbował zlekceważyć potężny wyciek ropy naftowej w Zatoce Meksykańskiej. Ignorancja i kłamstwa BP przyniosły niepowetowane straty dla środowiska, które do dziś są odczuwalne. Działaniom Volkswagena daleko do tamtej „spektakularności”. I chyba jednak na tym w dużej mierze polega problem. Niestety często nie doceniamy szkodliwości zanieczyszczonego powietrza, choć fatalny stan atmosfery zbiera żniwo w postaci wielu przedwczesnych śmierci i chorób.

Nie wiem, ile jeszcze „zielonych trupów” może wypaść z aut Volkswagena. Patrząc na historię tej afery, trudno uwierzyć, że ostatnie doniesienia, kończą tę fatalną historię. Wiem jedno – trudno będzie odwieść firmy od praktyk greenwashingu, gdy jako klienci wskazujemy, że ich działania w żaden sposób nie wpływają na nasze decyzje zakupowe.

Greenwashing – zjawisko wybielania wizerunku firm, które pod pozorem dbałości o środowisko wprowadzają w błąd.

Źródła:

https://www.theguardian.com/business/2018/jan/29/vw-condemned-for-testing-diesel-fumes-on-humans-and-monkeys

http://wyborcza.pl/7,155287,22956703,volkswagen-testowal-na-malpach-skutki-wdychania-spalin-diesla.html

https://www.forbes.pl/technologie/mimo-skandalu-volkswagen-notuje-wzrost-sprzedazy-w-2016-r/d5pvrj7

https://www.pb.pl/volkswagen-przeprasza-za-testy-na-malpach-904235

https://pl.wikipedia.org/wiki/Afera_Volkswagena