bEkogadżet oksymoron

Papierowe długopisy z plastikowymi końcówkami, notes w filcowej oprawie, urządzenie służące do „usypiania” komputera to popularne tzw. ekogadżety. W łatwy sposób pomagają pokazać, że firmie zależy na byciu przyjazną środowisku. Niestety w wielu tych przedmiotach na próżno szukać ekologiki, a ekogadżet jest klasycznym oksymoronem. Tak jak organiczny papieros, który w rzeczywistości nie istnieje.

Ekogadżet ściema

Przyjazności długopisów dla środowiska ma dowodzić fakt, że są wykonane z biodegradowalnych materiałów. Fakt ten jednak jest niemal bez znaczenia, ponieważ połączenie elementów plastikowych i makulatury powoduje, że po zużyciu, długopisu nie można wyrzucić ani do kosza z papierem, ani do kosza z tworzywami sztucznymi. Większość takich gadżetów trafi więc do odpadów zmieszanych, a ostatecznie pewnie skończy żywot w spalarni. Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że długopis jest jednorazówką (bez wymiennego wkładu), a więc całkowitym zaprzeczeniem jednej z podstawowych zasad ekologicznego postępowania czyli dbałości o powtórne wykorzystanie.

Kolejnym ciekawym przykładem ekogadżetów może być małe urządzenie (standby button), które należy podłączyć do komputera, aby po uruchomieniu wprowadzał urządzenie w stan czuwania. Zamysł ekologiczny – oszczędność energii. Znam urząd miasta, który wydał 50 tys. zł na tego typu urządzenia. Niestety nie znam nikogo, kto ich używa.

I wreszcie zgniatarka do butelek, która ma nas wspierać w ekologicznym postępowaniu. Myślę o wielu znajomych, którzy nie segregują odpadów oficjalnie ze względu na brak miejsca w małych kuchniach w blokach. Do diaska, może rzeczywiście taka zgniatarka spowoduje, że zaczną segregować odpady, bo znajdą na nie więcej miejsca. „Nie mam miejsca na zgniatarkę” – słyszę w odpowiedzi. Dla mnie osobiście rzecz całkowicie zbędna. Choć mam miejsce w domu, to jako zgniatarki używam stopy, która funkcję tę pełni wyśmienicie 😉

 

Gadżet nie(eko)logiczny

Stworzone z materiałów biodegradowalnych, wyprodukowane z odpadów, którym nadano drugie życie, służące wyrobieniu bądź wzmocnieniu ekologicznego postępowania. Brzmi prośrodowiskowo i nowocześnie. Nic dziwnego zatem, że sporo firm wykorzystuje ekogadżety jako niezbędny element ekologicznej kampanii czy budowania wizerunku firmy, która jest przyjazna środowisku. Niestety wiele ekogadżetów nie tylko nie służy środowisku, ale wręcz szkodzi. I nie chodzi tu nawet o ich wykonanie i funkcje, ale o samą istotę gadżetu*.

Poza wspomnianymi na początku urządzeniami mam w szufladzie co najmniej kilka toreb wielokrotnego użytku, których nigdy nie wykorzystałam, masę długopisów i notesów w ecodesignie, zwijaną plastikową butelkę, z której nigdy nie napiję się wody i jeszcze kilka innych. Założę się, że większość odbiorców tych wątpliwych ekologicznie upominków nie korzysta z nich, bo są niepraktyczne, często źle wykonane, a i zwyczajnie ograne.

Zdecydowanie warto też zwrócić uwagę na fakt, że ekogadżety, jak i zwykłe gadżety, powiększają góry odpadów, które we współczesnym świecie są zatrważająco ogromne. Przeciętny Europejczyk produkuje rocznie 475 kg odpadów, co przy ok. 500 mln mieszkańców UE daje ok. 237 mln ton odpadów każdego roku! A mowa tu tylko o odpadach komunalnych, pochodzących z gospodarstw, a nie z przemysłu. Tych ostatnich jest jeszcze więcej.

A gdyby tak zrezygnować z ekogadżetów?

Jako marketingowiec i piarowiec zdecydowanie rozumiem potrzebę korzystania przez firmy z różnych drobiazgów ze swoim logo. Natomiast jestem zdecydowanie przeciwna rozdawnictwu różnego rodzaju „zbędników”. Nie podoba mi się także próba budowania ekologicznego wizerunku poprzez tzw. ekogadżety, które z ekologią nie mają nic wspólnego. Uważam, że prawdziwa ekologiczna postawa to całkowita rezygnacja z tego typu prezentów. W zaproponowanym niedawno EKODEKALOGU firmy wprowadziłam punkt przedstawiający takie podejście w formie zasady.

Ograniczamy ilość rozdawanych gadżetów, nawet tzw. ekogadżetów. Oznacza to, że nasi klienci nie otrzymują od nas darmowych długopisów, notesów, kubków, parasoli, toreb, pendrivów, organizerów, breloków, latarek i innych często zbędnych przedmiotów, które w naszej opinii powiększają góry odpadów w świecie.

Czyż taki przekaz nie buduje lepiej wizerunku firmy przyjaznej środowisku niż rozdawanie bez umiaru wątpliwej jakości ekogadżetów?

A jeśli już naprawdę potrzebujecie ekogadżetów, polecam te, które nie będą kolejnym odpadem, a mogą być wartościowym narzędziem ekoedukacji.

GADŻETY Z MISJĄ

 

*Definicja i kategorie ekogadżetów  

Po przewertowaniu kilku dostępnych katalogów z ekogadżetami podzieliłam je na 3 główne grupy.

W pierwszej umieściłam wszystkie drobne przedmioty, które zostały wykonane częściowo lub całkowicie z ekologicznego, czyli nadającego się do recyklingu materiału: drewna, tkaniny, korka, papieru. Znajdą się tu więc przykładowo: bambusowe i makulaturowe długopisy, termiczne kubki w korkowej lub bambusowej obudowie, notatniki z oprawą korkową, filcową, makulaturową, pendrivy i breloki z drewnianą obudową lub elementami, drewniane organizery na biurko i wiele innych. Przesłanie, jakie przyświeca twórcom to zapewne myśl, że ten gadżet będzie problemem dla  środowiska, gdyż może być poddany recyklingowi.

W drugiej grupie ekogadżetów znajdują się takie, które są wykonane z wykorzystaniem odpadów. Mogą to być przedmioty z wikliny papierowej np. ozdoby świąteczne, naczynia z plastikowych butelek, biżuteria z elementami układów scalonych, mechanizmów starych zegarków. Przesłaniem dla odbiorcy jest działanie, polegające na nadawaniu odpadom drugiego życia.

Trzecia grupa to gadżety, które mają za zadanie wesprzeć nas w realizowaniu ekologicznych zachowań. Mamy tu zgniatarkę do butelek, bawełnianą torbę wielokrotnego użytku, ładowarkę słoneczną, przycisk usypiania komputera, zwijaną plastikowa butelkę wielokrotnego użytku i inne. Ekologiczność tych przedmiotów wyraża się w ich ekologicznej funkcji.

 

 

 

 

 

 

 

 

Tags: